Odrzański Spływ Wiosenny 2008

Komodorowie

2008-03-23

ŚLADAMI WIELKICH KOMODORÓW
"To nie stanowisko stanowi lidera; to lider stwarza stanowisko"
Stanley Huffty
"Lider to człowiek, który dostrzega więcej niż pozostali, widzi dalej niż inni i wcześniej niż oni."
Leroy Eims
"Mistrzowie nie stają się mistrzami na ringu – tam zostają tylko uznani"
John C. Maxwell
"Charakter umożliwia zaufanie. A zaufanie umożliwia przywództwo."
John C. Maxwell

Komodorem pierwszego Spływu, który odbył się w 1962 roku był druh Paweł Krawczyk. Człowiek – legenda, pełen charyzmy, swoją wizją harcerstwa wodnego przyciągał instruktorów i harcerzy. Obecny na każdym harcerskim ognisku, pełen ciepła, życzliwości i sympatii. Inspirował do pracy nad sobą, wymagał jej od siebie i innych. Jak gejzer wybuchał strumieniem pomysłów, do problemów podchodził w sposób kreatywny. Doskonały gawędziarz, urodzony przywódca. Wodniacy, zauroczeni nieprzeciętną osobowością, podążali za nim w każdym działaniu, jakiego się podjął. Ponoć znając jeden chwyt gitarowy, potrafił prowadzić naukę śpiewu dla stu harcerzy wyzwalając w nich prawdziwy entuzjazm. Posiadał wyjątkową zdolność zapamiętywania twarzy i imion, czym często zdobywał serca młodych ludzi.
Po raz pierwszy komodorował w 1962 roku. W tych latach spływ miał charakter bardzo kameralny. W 1966 roku po raz pierwszy uczestniczyło w nim ponad sto harcerek i harcerzy z sześciu drużyn. Przez następne trzy lata 1967-1970 szlaki odrzańskie spływały tylko trzy drużyny. W 1970 roku Zespół Pilota w odnowionym składzie rozpoczął intensywne działania promujące i rozwijające ideę Spływu. Kultowi komodorzy - Zygmunt Kroker (pseudonim "Zyga"), Eugeniusz Wróbel ("Gienek") i Bronisław Rduch (Brduch") wielkimi literami wpisali się w tradycję OSW i niezniszczalne wspomnienia harcerzy. Harcmistrz Zygmunt Kroker do dziś posiada sylwetkę i styl bycia prawdziwego admirała. Dowodził spływem z iście hetmańską fantazją. W kapitańskiej czapce na głowie pruł fale Odry i Kanału Gliwickiego motorową łodzią, kontrolując bezpieczeństwo swoich pływających oddziałów. Kapitan Kroker znany jest z pogody ducha i wyjątkowego poczucia humoru.
Harcmistrz Eugeniusz Wróbel, wysoki, szczupły mężczyzna z rozwianą czupryną i szerokimi horyzontami, siedmiokrotnie pełnił funkcję Komodora OSW. Doprowadził spływ do poziomu wzorowego. Druh Krawczyk przypisuje mu: "pomysł nagrody przechodniej, możliwość zwiedzania stoczni rzecznej i innych instytucji odrzańskich, dopracowanie charakteru końcowego biwaku wraz z jego obrzędowością, defiladami, przeglądami, programem końcowego ogniska oraz skromną manifestację harcerską na Górze św. Anny". Pełen pasji i uporu, wiedział jak przekonać innych do swoich pomysłów. Miał wizję, którą zrealizował. Harcmistrz Bronisław Rduch wsławił się poczuciem obowiązku i odpowiedzialności za swoich ludzi. Zawsze doskonale przygotowany, solidny, każdą akcję planował z dużym wyprzedzeniem. Druh Krawczyk zaliczył go do grona "miłośników i entuzjastów Odrzańskiego Spływu Wiosennego". Bronisław Rduch pięciokrotnie przewodził wodniakom spływającym Odrzańskie Szlaki. Komodorował również w rekordowym roku 1987, kiedy to w Spływie brało udział aż 372 uczestników.
W czasach pierwszych komodorów nieśmiało różowiące się pączki idei OSW rozkwitły zarówno w teorii, jak i w praktyce. Entuzjazm górnośląskich instruktorów, nowe inicjatywy i strategiczne planowanie zaowocowały stopniowym wzrostem zarówno liczby drużyn biorących udział w imprezie, jak i ich poziomu. Dużą satysfakcję daje ogrodnikowi obfity plon, świadomość dobrze wykonanej roboty. Takie uczucie musiało towarzyszyć Komodorom, kiedy obserwowali efekty swojej pracy.
Regulamin OSW, a szczególnie współzawodnictwo między drużynami, kształtowane przez stale doskonalony system punktacji, doprowadził do wykrystalizowania się wizji ideału harcerskiej drużyny wodnej. Wiele drużyn podjęło rzuconą rękawicę, konfrontując własną rzeczywistość z niedościgłym wzorem. Dzięki konsekwentnej i dalekowzrocznej pracy, wiele drużyn wytrzymywało tę próbę. Drobnymi kroczkami bądź siedmiomilowymi butami poszczególni drużynowi doprowadzali swoich harcerzy do konkretnego, jasno sprecyzowanego Ideału Harcerskiej Drużyny Wodnej.
Od tamtego czasu minęło kilkadziesiąt lat. Czy w którymś momencie historii nie zeszliśmy z drogi wytyczonej przez pierwszych Komodorów?
Może to nie zależało od nas.
Coś się zmieniło. Świat?
Ludzie wciąż tacy sami.
Pójdą za nami, jeśli pokażemy im równie przekonujący, jasny i zrozumiały cel. Życzę przyszłym Komodorom OSW, żeby za pół wieku jakaś instruktorka lub instruktor HSI potrafili bez wysiłku napisać o nich pozytywny artykuł.

hm Maria Wróbel