Odrzański Spływ Wiosenny 2008

Szlak harcerek

2008-03-23

Odrzański Spływ Wiosenny kojarzy mi się zawsze ze szlakiem Wawelberga, który biegnie rzeką Odrą od miejscowości Olza przez Racibórz do Koźla, gdzie łączy się ze szlakami kpt. Roberta Oszka i phm. Wolnego "Baranka".
Za szlak ten odpowiedzialne są organizacyjnie i programowo druhny wodniaczki naszej Chorągwi.

W roku 1976 byłam instruktorką 6 HDW w Rybniku. W ramach OSW miałam po raz drugi dowodzić na szlaku Wawelberga, którego organizację po raz pierwszy powierzono druhnom. Zadania tego wraz ze mną podjęły się między innymi druhny: phm. Irena Czechowa, org. Bernadeta Folek, org. Teresa Golus, org. Krystyna Hadan (96 HDW), pionierka Grażyna Porwoł (6 HDW), org. Krystyna Kanownik (96 HDW). Był już najwyższy czas na taki eksperyment. Harcerki Chorągwi Katowickiej miały przecież za sobą wiele spływów; kilka "wykapek wodnych" głównie na rzece Rudzie, dwa długie spływy wioślarskie (rzeką Wisła od Warszowic do Krakowa w 1974r. oraz rzeką Wartą od Działoszyna do Ślesina w 1975r.). Wszystkie te imprezy były samodzielnie przygotowywane i prowadzone przez instruktorki. Ponadto w 1974 roku a następnie w 1975 zorganizowały i brały udział w Wodnej Spartakiadzie Harcerek. Przed nimi był spływ żeglarski Wisłą i Nogatem z Warszawy do Elbląga (odbył się w 1976r.). Te dziewczęce wędrówki po wodnych szlakach, samodzielne zdobywanie uprawnień harcerskich i żeglarskich – to wszystko zaczynało mieć swój urok i czar. Zapytać by można, po co to wszystko i po co tak samodzielnie. Na pewno nie robiłyśmy tego w ramach walki o równouprawnienie kobiet ani też dla wskazania, że wszystko, co robią chłopcy, dziewczęta czy też kobiety potrafią robić jeszcze lepiej. Nie. Po prostu podjęłyśmy się tej początkowo trudnej dla nas pracy dla tej przyczyny, dla której każdy chce zrobić coś sam sprawdzić czy naprawdę potrafi, czy da sobie radę w walce z żywiołem czy może na siebie liczyć. Czy mogłybyśmy tego dokonać w gronie "dżentelmeńskich" harcerzy? Czy chłopcy daliby nam "słabym niewiastom" wykonać jakąś cięższą pracę na pokładzie jachtu? Chyba nie! A chcąc żeglować trzeba umieć wykonać każdą robotę nawet tę najcięższą i najgorszą. Zapytać można, po co te baby żeglują? Bo chcą czynnie poznawać nasze wody problemy z wodą związane. Należy też pamiętać o tym, że te młode kobiety odegrają dużą role w wychowaniu przyszłych pokoleń – w wychowaniu morskim – i do tego trzeba je przygotować. Pełniąc swoje role jako wychowawczynie, dziennikarki, nauczycielki, a przede wszystkim matki, będą oddziaływać na młodzież. Te dziewczęta, które przeżyły swoje młode lata swoją "przygodę" na wodzie w harcerstwie staną się na całe życie bojownikami spraw morza. A jeśli chcemy mieć społeczeństwo morskie (a taka jest potrzeba, bo mamy przecież do zagospodarowania i wykorzystania przeszło 500 km wybrzeża) jeżeli chcemy mieć silne zaplecze do ekspansji morskiej, musimy już teraz dać chłopcom i dziewczętom oprócz wiedzy o morzu maksimum żeglarskich przeżyć i tym emocjonalnie związać ich z morzem.

Jeszcze raz wracam do pytania, po co osobno, po co samodzielnie. Właśnie po to, aby dobrze przygotować się do pełnienia swoich ról w społeczeństwie. Każdy robi to inaczej. Jedną z najprostszych i najskuteczniejszych metod wychowawczych jest naśladownictwo. Toteż i dziewczęta szukają swoich własnych ideałów, bohaterów, które nie do koniecznie muszą odpowiadać naturze chłopięcej.

Tak też mamy swoją Noonu James, Remiszewską i całe grono kobiet walczących o zachowanie polskości na ziemiach zagrożonych wynarodowieniem, a chłopcy mają swojego Teligę i Oszka, gen. Zaruskiego i "Baranka". Cel jest taki sam a drogi do celu różne. Tak też bardzo się ucieszyłam wiadomością, że w końcu harcerki mają swój szlak na OSW. W 1976r. po raz pierwszy mogłyśmy na swój sposób uczcić kobiety polskie walczące w Powstaniach Śląskich.

A kto może je lepiej uczcić lepiej oddać im hołd jak nie kolejne pokolenie przyszłych kobiet śląskich?

Maj 1982

hm. Lidia Wróbel j.s.m